niedziela, 13 listopada 2016

Chodzi o to, żeby się modlić... A gu gu....

Zanim zdążyliśmy dogłębnie przeżyć i przemyśleć treści z ostatniego dnia skupienia już nadszedł następny :) I choć to listopad a nie czerwiec, to właśnie dzieci były tematem przewodnim tego dnia.  
Dziecko jako doskonały wzór modlitwy. 
Dziecko, które przed Panem Bogiem niczego ani nikogo nie udaje... 
Nas, dorosłych, w relacji z Bogiem krępują już konwenanse, próby zakamuflowania czy usprawiedliwienia swojego postępowania...  a tylko dziecko staje przed Panem Bogiem w szczerości i w ufności takiej, jak tylko jest to w dziecięctwie możliwe....
Podczas Mszy Świętej mieliśmy również wspaniałą, dziecięcą intencję. Modliliśmy się bowiem w intencji Helenki Grzenia, która świętowała pierwszy roczek swojego życia. 
Helence z tej pięknej okazji, z całego serca życzymy przede wszystkim Błogosławieństwa Bożego, wszelkich łask Bożych i najlepszej na tym świecie opieki... opieki wspaniałych rodziców ale i opieki Matki Najświętszej. 
Rośnij duża i mądra Helenko, bo śliczna już jesteś! ;)

było także specjalne błogosławieństwo dla matek oczekujących dziecka

podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu dzieci zawsze mają swój moment modlitwy i zawsze tłumnie i chętnie w nim uczestniczą
Podczas, kiedy rodzice mają swój czas duchowego rozwoju, dzieci zaopiekowane przez specjalnie do tego powołaną brygadę, realizują swoje zajęcia. W tym miesiącu dziękujemy za zaangażowanie Ludmiłce i Jackowi a także Danusi i Zbyszkowi oraz niezastąpionym wolontariuszom :) 
 a w tym czasie dorośli...

Wspólny obiadek i kawka po obiadku to wspaniały czas na kontakt pomiędzy członkami Wspólnoty i z trzyletniego już doświadczenia mogę powiedzieć, że jest to czas zawsze za krótki, aby porozmawiać ze wszystkimi z kim chciałoby się porozmawiać i  aby rozwinąć wszystkie ważne tematy, które chciałoby się poruszyć... :) 
a na koniec dnia, po godzinie małżeńskiej pełnej przemyśleń, zasiadamy do dzielenia. Osobiście uważam ten czas za niezwykle ważny dla tych spotkań i ilekroć zdarzy nam się nieobecność w tym momencie, poczytuję to sobie za wielką stratę. 
Świadectwa są zawsze poruszające... czasem bardzo intymne i wyważone, czasem żartobliwe - ale zawsze pełne treści. 

Na koniec pozwolę sobie przywołać fragment z konferencji Księdza Rafała... 
ważne to słowa...
Bóg nie chce żebyśmy się Go bali. Właśnie w tym przejawia się dziecięca ufność, która jest Bojaźnią Bożą.  (...) Chodzi o to, żeby się modlić. Chodzi o to, żeby jak to tylko możliwe pamiętać o Panu... a zwłaszcza w takich sytuacjach, kiedy nie wiem, mamy kłótnię,  awantura jest taka jak nie wiem co, dlaczego nie opowiadać o tym Panu? Mówić Mu o tym. Panie Jezu, gdybyś Ty tak się czuł jak ja... w tym upokorzeniu! (...) Panie gdybyś Ty tak się czuł.. ja wiem, że Ty się tak czułeś! Ale chodzi o to, żeby opowiadać Panu Jezusowi o tym wszystkim co my czujemy, co przeżywamy...  
Jego to interesuje... i nam to jest potrzebne...   

Chcemy Cię uwielbiać, tak jak małe dzieci,
Które nie potrafią jeszcze nic powiedzieć:
 
A gu gu A gu gu A gu gu A gu gu A gu gu.... 
A to nasze gu gu, Boże, Ty rozumiesz,
Małe modli się najlepiej, duże modli się jak umie.

Namów swoją mamę, namów tatę swego,
Niech spróbują, tak jak dzieci modlić się do Niego.
(Arka Noego) 

środa, 9 listopada 2016

Króluj nam Chryste...

Króluj nam Chryste, zawsze i wszędzie,
To nasze rycerskie hasło.
Ono nas zawsze prowadzić będzie
I świecić jak słońce jasno...

19 listopada, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach, Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu, uroczyście uzna królowanie Jezusa Chrystusa w narodzie polskim. 

Zgodnie z zaleceniem Konferencji Episkopatu Polski w każdej parafii i w kościołach rektoralnych należy odprawić nowennę przed Jubileuszowym Aktem Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana. Nowenna ta rozpoczyna się w czwartek, 10 listopada i kończy się w piątek, 18 listopada. Zaleca się odprawienie tej nowenny przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Tekst nowenny jest bowiem przede wszystkim modlitwą do Jezusa Chrystusa. Modlitwa może mieć miejsce przed Mszą Świętą lub po jej zakończeniu. ...Biskupi Polscy w liście pasterskim odczytywanym w niedzielę 16 października zachęcali, aby w rodzinach odmawiać Modlitwa do Jezusa Chrystusa naszego Króla i Pana. Modlitwa ta stanowi ważną część nowenny, odprawianej w kościele. W tej modlitwie wyrażone są najważniejsze prośby, które chcemy Bogu przedstawić. Należy więc zachęcić wiernych, którzy nie mogą przyjść do kościoła na wspólne nabożeństwo, aby w czasie trwania nowenny odmawiali tę modlitwę w rodzinach. Mogą również odmawiać w domu całą nowennę, gdyż jest ona dostępna w Internecie.
(Wszystkie informacje znajdziecie TUTAJ) 


Modlitwa do Jezusa Chrystusa naszego Króla i Pana 
Jezu Chryste, Królu Wszechświata, Panie nasz i Boże, Odkupicielu rodzaju ludzkiego, nasz Zbawicielu! Ty, który mówiłeś, że Królestwo Twoje nie jest z tego świata, który wzywałeś nas do szukania Królestwa Bożego i nauczyłeś nas prosić w modlitwie do Ojca: „przyjdź Królestwo Twoje”, wejrzyj na nas stojących przed Twoim Majestatem. Wywyższamy Cię, oddajemy Ci cześć i uwielbienie. Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy i zaniedbane dobro. Wyrażamy naszą skruchę i prosimy o zmiłowanie. Przyrzekamy zabiegać o pomnożenie Twojej Chwały, dziękować za nieskończone Miłosierdzie, które okazujesz z pokolenia na pokolenie, wiernością i posłuszeństwem odpowiadać na Twoją Miłość. Boski Królu naszych serc, niech Twój Święty Duch, wspiera nas w realizacji tych zobowiązań, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia. Niech pomaga nam porządkować całe nasze życie i posłannictwo Kościoła. Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie, na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby nasze rodziny, wioski, miasta i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju, teraz i na wieki wieków Amen. 

wtorek, 8 listopada 2016

Dla każdego coś miłego....

Jak już pisałam wcześniej, na ostatnim dniu skupienia zapoczątkowany został nowy dyżur - dyżur opieki nad dzieckiem. Na pierwszy ogień poszli Małgosia z Mariuszem i Ania z Marcinem. Dzieci zostały podzielone na grupy i każda z grup miała swoje zajęcia.  Dziewczynki realizowały się plastycznie i artystycznie a mniejsze dzieci się bawiły...
 Niektórzy urządzali własne zawody i trenowali sporty tj, ping-pong lub piłkarzyki...
Ale najciekawszej próbie zostali poddani chłopcy. Na zajęcia bowiem zaproszona została grupa ASG Dragon z Rybnika (Kliknij aby uzyskać informacje o grupie). Temat obronności naszego kraju, heroicznej walki bohaterów o jego wolność i gotowości do ewentualnej obrony granic Polski to temat, który ewoluuje. Ogólna globalizacja, promowane multi-kulti czy brak identyfikacji z narodem to główny nurt tego kierunku. Czy dobry?  
Mariusz postanowił chłopakom pokazać co znaczy dyscyplina i wojskowy dryl. 

Na początku niektórzy chcieli pokazać jacy są dzielni... 
i wygadani...
ale w efekcie wszyscy poddani zostali musztrze...
i wygładzili nieco nastroszone, młodzieńcze piórka ;) 

A ponieważ wspólnota wychodzi naprzeciw potrzebom całych rodzin i każdy ma własną formację, więc rodzice w tym czasie, zgromadzeni wokół Księdza Rafała słuchali o miłości Boga i zatapiając się w Jego miłosierdziu nabierali, tak potrzebnego do codziennego życia, Bożego pokoju.  
Więcej zdjęć i link do konferencji zostaną zamieszczone na głównej stronie ognisk w zakładce Ognisko Rybnik. Zapraszamy :)
Do zobaczenia na kolejnym dniu skupienia :)

Święta Rodzino weź nas za rękę...  i poprowadź...
 

sobota, 5 listopada 2016

Słowo Ojca... nasi zmarli...

Uroczystość wszystkich świętych – „Jak szli ku świętości i jak ją osiągnęli? Jak teraz radują się niewymownym szczęściem – wiecznym, nieodwracalnym – w niebie? «Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne» (Rz 11, 29). Otrzymujemy Boże dary – podobnie jak oni. Bóg jest najlepszym Ojcem każdego z nas. Bóg jest najlepszym Ojcem każdego człowieka. Otrzymujemy Jego dary także tutaj, także w tym Domu i w tej Wspólnocie. Jakie?” (DSW 1993-11-01)
- „Źródło świętości – w Bogu. To On pragnie mojej świętości, to On tęskni za moją świętością. Wszystko uczynił. «Syna swojego dał», a Syn powiedział: «W domu Ojca mego jest mieszkań wiele».
Ewangelia Błogosławieństw. Powiedzmy niewiele, a może wiele. Pierwszy listopada, Święto Wszystkich Świętych, święto Błogosławieństw, jest dniem powstania Instytutu Prymasowskiego – jak go potem nazwano. Stamtąd, z woli Kościoła, przyszła do nas Matka. Pomyślmy o korzeniach, pomyślmy najżyczliwiej o Instytucie Prymasowskim. I pomyślmy także o tym, że Jezusowe Błogosławieństwa są dla nas, dla «ubogich w duchu», dla «tych, którzy się smucą», dla cichych, dla «łaknących i pragnących sprawiedliwości», dla miłosiernych, dla ludzi czystego serca i dla ludzi, którzy wprowadzają pokój, i dla tych, którzy cierpią – także prześladowanie, także urąganie. Taka jest radość świętych. «Tak mi dokuczono, takie złe słowa o mnie powiedziano, więc proszę się nie dziwić, że jestem skrzywdzonym, smutnym człowiekiem». To nie tak, to nie tak. Gdy jest jakikolwiek krzyż – krzyżują często, może najczęściej, ludzie – «cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie». Przecież to z Mego powodu – mówi Jezus. Jeżeli z Mego powodu – choćby najtrudniejsze próby – «cieszcie się i radujcie». Jeszcze tego nie umiem. On mnie tego nauczy. «Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie» – tam, gdzie oni już są. Amen”. (DSW 1993-11-01)
Dzień zaduszny - „Nie rezygnuje wszakże Pan Bóg – Dawca życia. Dawca wszelkiego życia, we wszystkich postaciach i wymiarach, a życia człowieka – w wymiarach nieskończoności. «Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności» (Mdr 2, 23). 
 „«Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody: raz na zawsze zniszczy śmierć» (Iz 25, 7 n). «I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie... Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia» (Ap 21, 4. 6)”. (Cywilizacja życia, s. 5)


piątek, 4 listopada 2016

Spotkanie gimnazjalistów oczami Karolci.... ;)

Ostatnio w piątek (tj. 28.10.2016) moi rodzice zmusili mnie do wzięcia udziału w spotkaniu młodzieżowym w Rybniku.
Na początku myślałam, że będzie to coś w stylu pielgrzymki czy całodobowej modlitwy lub, że nie będzie żadnych fajnych osób…
Bardziej mylić się nie mogłam!!
Jak już wspomniałam do Rybnika wraz ze swoim młodszym bratem Maksem przyjechaliśmy w piątek. Wieczorne spotkanie odbywało się w domu jednej z rodzin należących do naszej wspólnoty.
Czekały tam już na nas cztery osoby, w tym ciocia Justynka. Czekając na resztę grupy usiedliśmy przy stole w salonie i zapadła cisza… Było tak cicho, że można było słyszeć nasze oddechy. Niektórzy z nas się już znali, ponieważ byliśmy razem na wyjeździe w Brennej, ale były też osoby które były nowe w naszym towarzystwie. Gdy zebrała się większa grupa Kuba G. wyciągnął grę zwaną 5 sekund. Graliśmy już  w nią na poprzednim wyjeździe. Śmiechu było przy tym dużo, ale gdy jedna dziewczyna Weronika przyniosła „Prawo Dżungli” to dosłownie tarzaliśmy się po ziemi i nie tylko ze śmiechu. Chłopaki jak i dziewczyny bili się o berło. Nie obyło się bez ofiar. Raz ktoś nadepnął na kogoś dłoń, potem ktoś złamał paznokieć… mimo tego że gra była trochę brutalna to świetnie się razem bawiliśmy.
(Kuba, Mikołaj i drugi Kuba… nie zabijcie mnie za te zdjęcia ;))

Po,  jakby to nazwać… części integracyjnej ciocia włączyła nam pokaz slajdów odnoszących się do walki duchowej. Temat bardzo nas zaciekawił i nie obyło się bez dyskusji. Jako iż niektórzy uważają że przechodzimy trudny wiek to musieliśmy to udowodnić i zaczęliśmy się kłócić z Ciocią Justyną odnośnie wszechwiedzy Boga.
„Skoro Bóg jest wszechwiedzący i wie co teraz robimy lub co się stanie za chwile to jest to bez sensu. Bo dał nam wolną wolę ale i tak będzie wiedział jaką drogę życia wybierzemy”
A ciocia odpowiadała:
„Bóg nas kocha. Dlatego dał nam wolną wolę. On wie która droga jest dla nas najlepsza i która jak się skończy, a my sami z własnej woli wybieramy którą drogą pójdziemy.”
Zawzięcie prowadziliśmy dyskusje i nie dawaliśmy za wygraną, aż ciocia stwierdziła ze dokończymy temat następnym razem.
Gdy chłopaki pojechali do domu w którym mieli nocować, z ciocią zostałam ja, Julka, Kuba, Weronika i Marta (tak dla jasności Kuba mieszkał w tym domu wiec spał u siebie ze swoimi ptasznikami). Zaczęliśmy rozmawiać aż ktoś zaproponował żebyśmy oglądnęli jakieś śmieszne filmiki na youtubie. Śmialiśmy się tak do północy a może nawet dłużej. Gdy już skończyliśmy, bo byliśmy zmęczeni zaczął się nowy temat… książki. W końcu skończyło się na tym, że poszliśmy spać o 2 w nocy a raczej już rano. Ciocia pocieszyła nas tym ze wstajemy o 8.
Plan nie wypalił bo obudziliśmy się o 9 z hakiem. Zanim zjedliśmy śniadanie i wszyscy przyjechali była już 10:30. W końcu wyszliśmy o 11.
Przed nami była dłuuuga podróż do Rud w Rybniku, a czas naszej wyprawy zapowiadał się na 4 godziny w jedną stronę. Pogoda nam sprzyjała. Nie kropiło i nie było skwaru, ale było trochę zimno (przynajmniej dla mnie).

Jak zawsze dziewczyny szły na przedzie a faceci jak to faceci ociągali się z tyłu, bo ”pilnowali tyłów”. Część drogi szliśmy przez las. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się poznając się nawzajem.
 























Gdy dochodziliśmy do zapory rybnickiej każdy miał ochotę na cukierki, które miała Julka. Bartek odwalił cos takiego że położył się na ziemi i mówił że to z powodu niskiej glukozy i że nie wstanie póki nie dostanie cukierków.
Jednak znaleźliśmy na to sposób…

W końcu Julka zlitowała się nad nami i nad Bartkiem i dała nam cukierki. Wtedy po raz pierwszy wyszło słońce…

Nasza podróż skończyła się na tym, że w  4 godziny nie doszliśmy do Rud… tylko do Stodół. Jako iż nie chciało nam się dalej iść 2 godziny zatrzymaliśmy się w knajpce, w której zjedliśmy pyszny obiad (schabowe były bez smaku, ale cola dobra) i nauczyliśmy się jak ładować telefony bez ładowarki.
Gdy skończyliśmy jeść zaczęło kropić lecz ciocia zafundowała nam lody i jedliśmy je czekając aż po nas przyjadą.
Podsumowując: wyprawa była super! Będę miała po niej pamiątkę w postaci odcisków i cukrzycy ale było warto!

Z pozdrowieniami Karolina M.

środa, 2 listopada 2016

Darowane życia...PAN JEST WIELKI... Świadectwo Agi...



Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…

Dziś 2 listopad, dzień kiedy wspominamy naszych kochanych bliskich zmarłych…

Chociaż dla wielu to nienormalne, że czasem mam pragnienie bycia już w niebie, najlepiej od razu z ukochanym mężem i dziećmi, dzisiejsze Święto jest dla mnie szczególną okazją do dziękowania za drugie życie, które dał Pan Bóg mnie i dwójce moich dzieci.

W styczniu 2009 roku Tereska mając niespełna dwa latka zachorowała na pozornie zwykłe przeziębienie. Lekarstwa niestety nie zadziałały i nasza córeczka z wysiękowym zapaleniem płuc i objawami sepsy trafiła na odział intensywnej terapii. Lekarze byli zszokowani, że w takim stanie w ogóle oddycha. Z jej małego organizmu w ciągu godziny z opłucnej wypłynęły 3 szklanki ropy. Choć psychicznie nie umieliśmy o niczym innym myśleć, fizycznie mogliśmy być u niej tylko bardzo krótko. Razem uczestniczyliśmy codziennie na Eucharystii wylewając litry łez… dzwoniliśmy do znajomych Księży z prośbą o odprawianie Mszy św. o Jej uzdrowienie. Po 9 dniach przewieziono ją do Zabrza do klinki na operację. Z wielkim trudem dochodziła do siebie. Przestała mówić, jeść i chodzić. Udało się uniknąć „wiszącej w powietrzu” drugiej operacji i po prawie miesiącu przebywania w szpitalach wróciła do domu. Dziś prawie nie ma śladu po tych zawirowaniach.:)

Półtora roku później w sierpniu 2010 roku ja zachorowałam na nowotwór: czerniaka złośliwego. Po ludzku to w zasadzie wyrok. Przeżyliśmy z moim kochanym mężem czas wielkiej próby… Była to dla mnie szkoła zawierzenia i wewnętrzna walka z myślami jak mój mąż poradzi sobie z czwórką małych dzieci (najstarsza Karolina miała wtedy 9 lat, Maksiu 7, Maciek 5, a Tereska 3), czy znajdzie się kobieta która zastąpi moje miejsce… Pierwsze badania po otrzymaniu tragicznego wyniku miałam 26 sierpnia w święto Matki Boskiej Częstochowskiej – nie wykazano żadnych zmian w innych częściach organizmu.
Wymagana była operacja, którą również kierowała Niepokalana. Odbyła się 8 września w Święto Narodzenia Matki Bożej. 
Od tej pory jestem pod stała kontrolą onkologiczną i jestem zdrowa.
 
Z perspektywy czasu okazuje się że to był czas wielkiego błogosławieństwa danego nam od dobrego Boga. Doświadczyliśmy, że wielkim kłamstwem ówczesnego świata jest często powtarzane stwierdzenie że się „nie ma czasu”. Jestem całkowicie przekonana, że każdy ma czas, ma bardzo go wiele! Człowiek sam decyduje na co poświęca każdego dnia godziny, minuty, sekundy. Jeśli prawdziwie kochamy i jest coś dla nas ważne, zawsze znajdziemy czas aby tę miłość okazać. Właśnie wtedy, sześć lat temu Bóg pokazał nam, jak możemy mnóstwo chwil poświęcić dla siebie na rozmowę, modlitwę, zabawę z dziećmi, czy okazanie sobie miłości i czułości. Pokazał też, że można się nie sprzeczać o błahostki, nie krzyczeć w złości, przełamywać bariery myślenia i spełniać marzenia. Są oczywiście chwile które zmarnujemy na coś zbędnego, kiedy się posprzeczamy, popełniamy błędy. Jednakże potrafimy się szybciej zreflektować, przeprosić i bardziej zaangażować. Bo przecież „kochać, to znaczy powstawać”.

Krótko po operacji zaszłam w ciążę, która znów wzbudziła ogromny strach i przerażenie. Po siedmiu tygodniach okazało się że ciąża była obumarła. Hojny Bóg uleczył mnie i z tej bolesnej straty doświadczając ogromnej miłości od Jezusa Eucharystycznego a także ze strony mojego kochanego męża Wiesia.

Przed ślubem wymyśliliśmy sobie że będziemy mieć piątkę dzieci :) Co prawda nasze piąte dzieciątko Franek jest już w niebie, a nasza Terenia odkąd się dowiedziała o braciszku modli się przez Jego wstawiennictwo, ale pragnienie stale się odzywało i spełniło. Tymoteusz urodził się w styczniu 2015 roku. Niestety już w ciąży okazało się, że ma chore serduszko. Zdiagnozowana wada nie stanowiła zagrożenia Jego życia. Kiedy miał dwa i pół miesiąca skierowano go na szczegółowe badania do kliniki. Moja ukochana święta mała Tereska od Dzieciątka Jezus mówiła, że „Jezus pragnie jedynie naszego zawierzenia i wdzięczności”. I przyszedł czas na nauczenie się wdzięczności, nie tylko za to co daje nam radość i szczęście. Jeszcze przed wyjazdem do szpitala Kasia Wieja (nasza wczorajsza „radiowa bohaterka”) poleciła mi książkę „Moc uwielbienia”. 8 kwietnia zrobiono dokładne badania i stwierdzono, że niestety Tymuś ma bardzo poważną wadę serca, której nie da się zoperować. Na wizycie potwierdzono, że lekarze w tej kwestii nie mają nic do zrobienia i że będzie żył tak długo, jak długo „wytrzyma” serduszko. W pierwszym momencie przeżyłam koszmar i cały czas pojawiało się natręctwo najgorszych myśli. W tym wszystkim przyszyło też otrzeźwienie. Serce nie potrafiło, ale siłą woli zaczęłam dziękować za tą sytuacje, za diagnozę, za lekarzy… Napisałam list do Boga okazując wdzięczność za tą całą sytuację. Zawierzyłam nas i Syneczka Jego najlepszemu planu. W ten dzień przypadała modlitwa w Nowennie do Miłosierdzia Bożego za niemowlęta i odbyła się Msza św. w intencji Tymusia w Łomiankach. Zrodziła się też myśl, że na drugi dzień 9 kwietnia w naszych okolicach gdzie mieszkamy będzie Msza św. z modlitwą o uzdrowienie. Udało mi się skontaktować z Księdzem prowadzącym to spotkanie i właśnie w ten dzień, w czwartek, ta Eucharystia również była odprawiana w intencji uzdrowienia naszego synka. Lekarze zaproponowali dodatkowe szczegółowe badanie - cewnikowanie serca. W piątek po badaniu pani doktor przyszła z informacją, że wykluczono całkowicie diagnozę sprzed dwóch dni… Operacja jednak musiała się odbyć szybciej niż planowo, gdyż Tymek zaczął mieć poważne duszności. Termin pozostawiam bez komentarza: drugi dzień po Zesłaniu Ducha Świętego: Święto Matki Bożej Kościoła 25 maja 2015 r.
Zabieg w pierwszym momencie okazał się udany, natomiast w kolejnych dniach powstały poważne powikłania, które trwają do dziś. Planowano drugą operację w grudniu, ponieważ duszności cały czas występowały, aż do dnia w którym uczestniczyliśmy w Mszy św. przed obrazem Matki Bożej w Częstochowie w drodze na rekolekcje z o. Antonello w Łomiankach. Od tego czasu (niebawem minie rok) stan
Tymusia jest dobry, choć lekarze mówią o potrzebie drugiej operacji.

Wszystko w rękach naszego kochanego Ojca w niebie, który czuwa i wie co dla nas jest najlepsze.
Nie wiem co przyniesie kolejny dzień, ale pragnę zawierzać się i okazywać wdzięczność Świętej Rodzinie.

Nie wyobrażam sobie przeżycia tych niełatwych chwil bez modlitwy i wsparcia przede wszystkim mojego wspaniałego męża Wiesia, przyjaciół i Wspólnoty Świętej Rodziny, za których codziennie dziękuję Świętej Rodzinie. To niesamowite czuć w sposób duchowy i fizyczny moc modlitwy innych.

Chwała Panu!!!

wtorek, 1 listopada 2016

Kuba w oczach Kasi...

Kuba zmarł 29.02.2016 r. - w taki dzień, który przydarza się czterokrotnie rzadziej niż wszystkie inne dni. Można by więc pomyśleć, że pamięć o nim będzie czterokrotnie rzadsza. Ale taka matematyka nie jest bliska Panu Bogu... On właśnie w takich sytuacjach wkracza i zmienia naszą ludzką optykę. Pamięć o Kubie, głoszoną przez jego żonę Kasię, można by uznać za czterokrotnie bogatszą niż pamięć o niejednym człowieku żyjącym na ziemi..... :) 
Zapraszam do wysłuchania pięknego świadectwa... o życiu po śmierci najbliższej osoby, o łaskach jakimi Pan Bóg obdarza rodzinę Kasi, o żywej pamięci Taty i Męża żyjącej w ich domu rodzinnym.... 

CZĘŚĆ 1 (TUTAJ)
CZĘŚĆ 2 (TUTAJ)
CZĘŚĆ 3 (TUTAJ)
CZĘŚĆ 4 (TUTAJ)