Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2020

RODZINO ŚWIĘTA ODDAJĘ SIĘ TOBIE...

Kochani,
 
   Cztery lata temu, 29 lutego 2016r., w Roku Miłosierdzia, do Domu Ojca odszedł Kuba- mój mąż, ukochany tatuś Julki i Tereski, towarzysz wielu w drodze do świętości. 
    I wszystko nabrałoby przytłaczających barw, gdyby nie łaska i miłosierdzie Boga, który swą miłość w tak bolesnym dla naszego serca momencie wyraził w wielu znakach, wobec których nie sposób przejść obojętnie. 
     Jednym z nich dla mnie- jak żony i dziecka Bożego- jest dzień 29 lutego, który w kalendarzu pojawia się co 4 lata, co już na samym początku wywołało u mnie uśmiech i utwierdziło w przekonaniu o wielkim poczuciu humoru Najwyższego i było szalonym zaproszeniem do spojrzenia na odejście Kuby oczami Boga. A fakt, że kolejnym dniem jest 1 marca i świętowanie setnych urodziny arcybiskupa Majdańskiego wypełnił moje serce pokojem i radością. 
    „Odszedłeś w dzień, którego nie ma w kalendarzu- napisał ksiądz Rafał w pamiątkowym albumie- to tak jakbyś nie umarł. Dlatego tym bardziej będziesz żył w naszych sercach, w sercu swojej Ukochanej i Waszych córeczek i wszystkich po kolei”. 
    Narodzić się dla nieba 29 lutego w Roku Miłosierdzia, to wielka łaska, co Bóg wyraził w obficie padającym deszczu- deszczu łask- i zapisanym na zawsze w mym sercu Słowie: „Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza (…) a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”( Łk 4. 24-30) 
    Porwani mocą Ducha Świętego przyjęliśmy zaproszenie do rozpoczęcia nowego etapu w naszym życiu- ja jako wdowa z Sarepty Rybnickiej, pragnąca złożyć całą swoją nadzieję w Bogu i w obietnicy, że „dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni”, a Kuba jak oczyszczony trędowaty, wtulony w ramiona Miłosiernego Ojca. 
    I w takim życiowym kontekście, obydwoje zaproszeni do Oblubieńczej Miłości Boga, będąc wciąż w żywej relacji duchowej, podjęliśmy decyzję o afiliacji- oddaniu swojego życia Jezusowi, Maryi i świętemu Józefowi, „dla posługi wobec każdej rodziny, do której zostanę posłana (posłany).
   I niech ta posługa ma za jedyny cel chwałę Boga w Trójcy Świętej Jedynego, oddawaną w zjednoczeniu z Rodziną Świętą, wiernie wpatrzoną w Najświętszą Wolę Boga”. 
   31 grudnia 2017 roku, w dniu Święta Świętej Rodziny, w roku Ducha Świętego przywiało Wiejów do Łomianek, by wszem i wobec wypowiedzieć „ Rodzino Święta oddaję się Tobie”. Wewnętrzna radość splotła się z sylwestrową nocą- tańcami, sztucznymi ogniami i wejściem na dach instytutu:), co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że radość jest owocem Ducha Świętego i ma moc uniesienia ponad ludzkie spojrzenie. 
   Szybko ucichły sylwestrowe wiwaty, wywiady dawane tu i ówdzie...przyszła codzienność, trud, samotność...i Cisza, a w niej odkrycie, że ziarno pszenicy musi obumrzeć, by wydać plon obfity. W ciszy serca przytulam swój krzyż, płacze, szepcze: „Rodzino Święta oddaję się Tobie” i czuję zapach Zmartwychwstania, zapach Miłości, sensu mojej/naszej historii. 
   Zrozumiałam, że pragnąc być pięknym pięknem Boga, być piękną żoną, mamą...człowiekiem...trzeba pozwolić na obumarcie starego człowieka w nas, trzeba pozwolić zadziać się trudnym wydarzeniom w naszym życiu, by narodziło się dziecko pełne ufności w Słowo Ojca. 
   Nasza rozłąka sprawiła, że w naszym domu, w codzienności, w relacjach jest więcej Nieba, więcej tęsknoty za Bogiem, więcej Świętej Rodziny...Wszystkiego jest więcej...Rozlewa się plon obfity… 
   W najbliższą sobotę nasze wielkopostne kalendarze wyświetlą po raz pierwszy od czterech lat 29 lutego i nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby nie świadomość, że dzień ten świętujemy w Roku Eucharystii. Czas deszczu łask. Czas reanimacji wiary, że sam Bóg wystarczy. 
   Znamienne stają się też słowa z Ewangelii tego dnia, gdzie Jezus mówi do mnie: „Pójdź za Mną” i po raz kolejny podnosi mój wzrok utkwiony w ziemi, serce głodne prawdy, poszukujące dobra i piękna w stronę NIEBA...

„ŚWIĘTA RODZINO! ODDAJĘ SIĘ TOBIE”

poniedziałek, 7 października 2019

Królowo Różańca Świętego - módl się za nami...


Ognisko za nami:) 
Garść Wisełkowych wspomnień
luźne rozmowy
trochę śmiechu
szczypta wzruszenia
ale przede wszystkim radość ze wspólnego przebywania w swoim towarzystwie :) 
no bo gdzie i z kim można sobie lepiej porozmawiać o Panu Bogu jak nie we Wspólnocie? :) 

Dziękuję Panu Bogu za Wspólnotę każdego dnia. To dopiero tam poznałam i pokochałam Matkę Bożą. Najlepszą Matkę, która opiekuje się mną każdego dnia. Dziś mija dokładnie rok od narodzin Antosia. Czas ciąży wspominam jako trudny..  towarzyszyły mi różne lęki, samotność i rozczarowania... ale wszystko to oddawałam każdego dnia na różańcu Matce Bożej. Antoś narodził się szczęśliwie w dniu Święta Matki Bożej Różańcowej. Hania przyszła na świat w dniu, w którym szczególnie modlimy się do Matki Bożej Fatimskiej... w dzień objawień. Moje wszystkie dzieci powierzam Maryi i wiem, że się nie zawiodę. Bo Ona jest najprostszą i najpiękniejszą drogą do Jezusa! 

Takie jest moje świadectwo oddania Matce Bożej... a może Wy macie również swoje doświadczenia?  Jeśli tak... podzielcie się nimi... niech idą w świat... :)



Królowo Różańca Świętego - módl się za nami!

czwartek, 7 grudnia 2017

Godzina Łaski...


Aż trudno mi uwierzyć, że oto trzeci raz kochani zachęcam i zapraszam Was do celebrowania Godziny Łaski. Matka Boża powiedziała...
"Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia , w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata.Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Jest moim życzeniem , aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu."
Przed nami kolejny rok, w którym mamy okazję do skorzystania z tej wspaniałej możliwości. Osobiście uważam, że całe grudniowe wyprzedaże, wszystkie błyskotki i światła najpiękniejszych hipermarketowych choinek nie są warte nawet jednej milionowej części, jaką niesie ze sobą ta jedna godzina w roku!

JAK ODPRAWIĆ GODZINĘ ŁASKI
(KLIKNIJ TUTAJ

NIE MOŻE CIEBIE ZABRAKNĄĆ (KLIKNIJ TUTAJ)

Jeśli zastanawialiście się kiedyś czy Matka Boża może zostać rewolucjonistką to przeczytajcie zamieszczone poniżej świadectwo :) Marysia P. postanowiła się z nami podzielić cząstką swojego życia aby pokazać nam jak Matka Boża jest cudowna! Zapraszam Was do przeczytania...

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica! Chciałam opowiedzieć o spotkaniu w swoim życiu Żywego Boga przez ręce Naszej Cudownej Matki.

Wiara w moim życiu dziecięcym była taka raczej „niedzielna”. Chodziłam do Kościoła w niedzielę i Święta, ale Dzieckiem Maryji byłam bardziej ze względu na koleżanki niż z prawdziwego umiłowania do Matki Bożej. Mój tato zaczął pracować za granicą, a kiedy bywał w domu czułam się niepotrzebna i niedoceniona – byłam problemem. To wszystko spowodowało, że kiedy weszłam w młodzieńcze lata zachwyciłam się wolnością, poznałam smak wagarów i wszelakich używek, a przede wszystkim smak fizycznej miłości, która rekompensowała mi brak miłości w domu. W klasie maturalnej okazało się, że jestem w ciąży i był to pierwszy z cudów w moim życiu! Dzieciątko odeszło do Pana Boga zanim zdążyło się urodzić, ale zanim odeszło to sprawiło, że przestałam pić i palić, a z ojcem tego dzieciątka wzięliśmy ślub kościelny i staliśmy się rodziną. Po trzech miesiącach od ślubu zaszłam w kolejną ciążę i po dziewięciu miesiącach przyszedł na świat nasz synek – Igorek. Niestety nasze małżeństwo okazało się trudne. Pełne kłótni i nerwów zakończyło się w nienawiści. Zabraniałam mężowi i jego rodzinie kontaktów z synem i szukałam wciąż miłości w innych mężczyznach. Przy pierwszej sprawie sądowej o separację wraz z mężem wybaczyliśmy sobie wzajemnie i postanowiliśmy naprawić naszą relację. Ale chcieliśmy to zrobić sami, bez Pana Boga, i niestety się nie udało. Nasze szczęście przerwała moja zdrada. Odeszłam z innym mężczyzną a synkowi zabrałam prawdziwego tatę i uniemożliwiłam kontakt ojca z synem. Z tamtym mężczyzną żyłam przez dwa lata. Wtedy, kiedy chciałam już unieważnić ślub kościelny i układać sobie życie z nowym partnerem, mama tego mężczyzny powiedziała mi o nowennie pompejańskiej. Nie od razu zareagowałam na tą informację. Niedługo potem dowiedziałam się, że 8 grudnia jest taka specjalna godzina w której podczas modlitwy Matka Boża zsyła na świat zdroje łask! Podczas modlitwy w tej właśnie godzinie łaski postanowiłam odmówić modlitwę pompejańską. Po 10 dniach modlitwy Matka Boża zrobiła ogromną rewolucję w moim życiu. Maryja otworzyła mi oczy na ogrom zła jakie wyrządziłam różnym osobom w moim życiu, a przede wszystkim synkowi i jego ojcu. Zaczęłam okropnie płakać i w tym momencie zostało mi zabrane całe zauroczenie nowym partnerem a w moje serce została wlana taka miłość do mojego męża jakiej nigdy wcześniej nie czułam. Zrozumiałam jak smakuje czysta miłość z Hymnu Świętego Pawła – łaskawa jest, cierpliwa jest, nie pamięta złego. Zostałam przepełniona miłością Naszego Pana, którą przelałam na męża, synka, rodziców. Otrzymałam łaskę wybaczenia, to było niesamowite doznanie. W chwili gdy zdecydowałam się na spowiedź przyszło do mnie w nocy, we śnie, kilka złych duchów i straszyło mnie, że jeśli pójdę do tej spowiedzi to zostanę opętana. Wtedy nie byłam jeszcze świadoma, jak bardzo złe duchy są wściekłe, gdy już człowiek nie ma zamiaru im służyć i chce całkowicie oddać się Panu Naszemu! Poszłam więc do spowiedzi i od tego czasu zostałam całkowicie uwolniona od nienawiści, masturbacji, pornografii, całej nieczystości, uzależnień od internetu i okultyzmu, którego też w swoim życiu dotknęłam, nawet wraz z synkiem, gdy zabawiliśmy sie w halloween.Trafiłam na wspólnotę: ,,Trudnych Małżeństw Sychar” , przeczytałam książkę - ,,Ile jest warta Twoja obrączka” autorka – Anna Jedna , ukochałam Świętą Ritę i Świętą Monikę i zrozumiałam, że moje małżeństwo jest teraz dla mnie najważniejsze i tak jak te Święte Kobiety moją misją jest zawalczyć o Męża i o naszą rodzinę. Rozpoczęłam walkę, aczkolwiek zło upominało się o swoje, w trakcie dalszej modlitwy nowenną często budziłam się w nocy w ogromnym strachu i nie mogłam dalej spać. Często podczas modlitwy coś spadało, uderzało mi w okno ale nie ustawałam w modlitwie. Szatan zaatakował mnie jeszcze raz, wpędzając mnie w ogromne skrupuły. Bałam się przyjmować Pana Jezusa, bo wszędzie widziałam grzech ciężki. Z nogami jak z waty chodziłam na Eucharystie mimo, że do spowiedzi przystępowałam początkowo co drugi dzień. Każdy kto przeżył choć raz w swoim życiu skrupuły, wie jak to wygląda i trwało to co najmniej pół roku. Słuchałam kazań Księdza Piotra Glasa , Dominika Chmielowskiego, Piotra Pawlukiewicza oraz Sławomira Kostrzewy, przez które Pan Bóg ukazywał mi, że zło bije się o Nas każdego dnia, że to wszystko dzieje się naprawdę! W pewnym momencie trafiłam na cytat z Biblii „Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?" (Rz, 8,31) i otrzymałam nieopisany pokój serca, że Pan Bóg jest mocniejszy od wszelkiego zła. Trafiłam wtedy do wspólnoty Świętej Rodziny, gdzie skierował mnie mój spowiednik, gdzie poznałam inne rodziny, które starają się żyć blisko Pana Boga. Moja wspólnotowa mama prosiła mnie, żebym zapisała się na rekolekcje w Wisełce, gdyż Pan Bóg działa przez ludzi. Byłam do tego przedsięwzięcia nastawiona sceptycznie, gdyż na tamten moment zaczynałam staż z Urzędu Pracy i nie zapowiadało się abym dostała urlop i miała środki na taki wyjazd. Ku mojemu zdziwieniu, Pan Bóg załatwił i czas wolny i pieniądze i dzięki temu wyjazdowi otrzymałam ogrom spokoju i wiele łask. Po powrocie wstąpiłam także do Sycharu, do którego wcześniej tylko internetowo należałam. Poznałam tam wspaniałych ludzi, którzy walczą o swoje małżeństwa mimo, że po ludzku to nie ma sensu. W moim przypadku również tak to wygląda, ale otrzymałam odpowiedź z Nieba, że po prostu trochę to potrwa, ale nigdy nie mam się poddawać. Przecież Pan Bóg pragnie połączyć każde sakramentalne małżeństwo, każdą rodzinę. Pragnie szczęścia i miłości, życia w obfitości dla każdego z nas. Jednak bez cierpienia, bez Krzyża nie ma prawdziwej miłości i nie ma zbawienia. Każde przyjęcie naszego Krzyża z miłością i połączenie go z Krzyżem naszego zbawiciela jest dla nas czymś wspaniałym. Nie ma na świecie takiego zła, z którego Pan Bóg nie potrafi wyciągnąć dobra. Otrzymałam łaskę i odmówiłam trzy nowenny pompejańskie, za uzdrowienie syna (zaczął jeść i jest grzeczniejszy), za siebie o uwolnienia od skrupułów i za męża o łaskę nawrócenia. Ze skrupułów zostałam uwolniona, gdy w Święto Wniebowzięcia Matki Bożej 15 sierpnia oddałam sie Matce Naszej według nabożeństwa Świętego Ludwika Marii Grignion de Montfort. Co do odmówienia 3ciej nowenny w intencji męża czekam na łaskę, ale czuje, że teraz potrzebna jest moja wiara i cierpliwość, której się uczę. Czuję, że mój mąż i małżeństwo, moja rodzina, są w rękach Naszej Ukochanej Mamy. Chwyćcie się Płaszcza Naszej Najdroższej Pani, Ona zawsze chce być blisko, tylko chwyćmy za różaniec, powierzmy jej nas, nasze rodziny i problemy, już Matka najpiękniej się Nami zaopiekuje.

Chwała Panu!

czwartek, 15 czerwca 2017

Radio eM - Irenka i Sergiej...

Boże Ciało –„Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywać Ciała Syna Człowieczego, (…) nie będziecie mieli życia w sobie» (J6, 53). «Nie będziecie mieli życia w sobie». Trzeba Bożych energii i Bożego pokarmu: Jego Ciała i Jego słowa – by żyć. (…) Trzeba Bożych energii, Bożego pokarmu, Bożego słowa, Bożego życia, (...) «Zaprawdę powiadam Wam, jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego, (…) nie będziecie mieli życia w sobie»” (WTK,160). 
Słowo Ojca na dzień dzisiejszy doskonale obrazuje głód jaki odczuwała Irenka, kiedy nie mogła w pełni uczestniczyć we Mszy Świętej...
 

O głodzie eucharystycznym...
o sile modlitwy...
o nawróceniu...
 

posłuchajcie sami ....
 

Część 1 (TUTAJ
Część 2 (TUTAJ)
Część 3 (TUTAJ)

Część 4 (TUTAJ)

sobota, 29 kwietnia 2017

Osoba Ojca w naszym życiu... świadectwo Ani...

Arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego poznaliśmy w 1998r. kiedy po raz pierwszy pojechaliśmy na rekolekcje do Wisełki. Byliśmy wtedy młodym małżeństwem z trójką dzieci. Od razu zakochaliśmy się w atmosferze tego domu… atmosferze którą tworzyła Rodzina Święta ale także osoby konsekrowane posługujące na rekolekcjach i zawsze wtedy obecny w ukryciu nasz ojciec Kazimierz Majdański. Ojciec mówił, że ”Św. Rodzina to prostota, Św. Rodzina to pokora , Św. Rodzina to uwielbienie – uwielbienie Boga , naszego Boga” i tą prostotą właśnie prowadził nas na drogę uwielbienia Św. Rodziny.
Wyjątkowość Wisełki zapewnia stała obecność Św. Rodziny do której przecież należy ten dom. Kaplica jest sercem tego miejsca a w niej Pan Jezus zawsze obecny w tabernakulum oraz widniejący nad ołtarzem, prosty wizerunek Matki Bożej i Św. Józefa wpatrzonych w małego Jezusa, który rozpostartymi ramionami ogarniał wszystkich obecnych w Kaplicy . Myślę że każdy z nas, kiedykolwiek będących w tej Kaplicy, czuł się przez Jezusa utulony. Od czasu tych pierwszych rekolekcji wzięliśmy św. Rodzinę i Jej życie ukryte za niedościgły wzór dla naszej rodziny.
Niedościgły to w tym miejscu słowo kluczowe… bo jakże naśladować taki ideał?
Właśnie w tym pomagał nam Arcybiskup Kazimierz Majdański. Słuchając wielu konferencji i homilii Ojca, odkrywaliśmy ten przepiękny zamysł Boży jakim jest Rodzina. Wcześniej nikt tak pięknie nie mówił nam o naszych małżonkach, o dzieciach, o nas samych i o naszych możliwościach. Z tą wielką miłością i pochyleniem się nad nami i naszymi zadaniami Ojciec stawiał nam jednak duże wymagania, a jednocześnie nigdy w nas nie zwątpił towarzysząc nam w naszej codzienności i wskazując drogę, którą powinniśmy obrać. Dzięki kroczeniu tą drogą mieliśmy okazję wzrastać w atmosferze nauczania Ojca o rodzinie i Jego świadectwie życia.
W 2005 roku byliśmy w trudnej sytuacji życiowej. Arcybiskup zaprosił nas na krótką rozmowę i zapytał jak żyjemy. Na nasze „pracujemy zawodowo…” na Jego twarzy pojawiło się wielkie zatroskanie. Nawet nie dokończyliśmy naszej wypowiedzi bo Ojciec z ogromnym przejęciem zapytał nas :”a z kim są wasze dzieci , kto się nimi zajmuje jak jesteście w pracy”?
Te słowa bardzo nas poruszyły , prześladowały wręcz, dopóki nie zrozumieliśmy, że nie musimy żyć tak jak inni. Podjęliśmy ważne decyzje i dokonaliśmy takich zmian aby mieć czas dla dzieci i dla siebie.

„Oto Ja dokonuję rzeczy nowej”… czy jestem dostatecznie ubezpieczony. Gdzie?..”

Kiedy przestaliśmy pokładać ufność w naszej zaradności, swoich własnych możliwościach zarobkowych i zabezpieczeniu materialnym proponowanym przez świat, zaopiekowała się nami Św. Rodzina, dając taką radość i poczucie bezpieczeństwa jakiego wcześniej nie znaliśmy!
„Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się : jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”. ( Mt. 10, 29-31). To słowo dostaliśmy od Arcybiskupa Kazimierz Majdańskiego owego pamiętnego dla nas dnia. Dlatego to Jemu zawdzięczamy zrozumienie tematu kolejnych rekolekcji… „Nie lękajcie się, rodzice wypłyńcie na głębię”.

Teraz zaś przyszedł czas kiedy wzywają „ Idźcie na cały świat i głoście wszelkiemu stworzeniu”( por. Mk, 16,15). Przepowiadajcie!

Świadectwem ma być całe nasze życie.

„Będziecie moimi świadkami(Dz. 1,8)

Nie wolno nam przestać świadczyć o tych, dzięki którym poznaliśmy Św. Rodzinę, która nas prowadzi. 


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i cała Najświętsza Rodzina! 

Z Panem Bogiem 
Ania

środa, 22 marca 2017

A Duch wieje.... Świadectwo Danusi G.

Zapewne niejeden raz przekonaliśmy się wszyscy, że Duch Święty wieje kędy chce... bywa, że efekty naszej modlitwy bywają zaskakujące dla nas samych :) Ania pięknie napisała wczoraj, że Rodzina jest powołana aby być świątynią, to jest domem modlitwy...modlitwy, która staje się życiem! O tym jak bardzo namacalne potrafią być skutki modlitwy mogę zaświadczyć osobiście przytulając do serca Hanię, która jest takim właśnie owocem :) Takich owoców modlitwy jest na świecie dużo więcej. Danusia G podzieliła się z nami pięknym świadectwem. 
Poczytajcie

Podejmując co roku od paru już lat duchową adopcję dziecka poczętego,tylko Bogu wiadomego, proszę także równocześnie za jedną parą małżeńską z grona znajomych czy krewnych, o której wiem, że mają trudności z poczęciem. Polecam ich Panu Bogu w modlitwie. Jakoś tak się składa, że co roku dowiaduję się, że kolejne dziecko jest w drodze.
Już parę owoców duchowej adopcji poznałam.  :)
Za te Wielkie Owoce Miłości Bożej CHWAŁA PANU!

Danusiu, dziękuję za to świadectwo i za to, że podsunęłaś tak piękny sposób na wsparcie rodzin borykających się z niepłodnością w naszym otoczeniu. Dziewięć miesięcy codziennej modlitwy połączonej z walką o zagrożone życie to gigantyczne wsparcie. 

Chwała Panu! Za Jego miłość i działanie! Za to, że daje życie!
Chwała Panu za Jego natchnienia i przynaglenia do modlitwy i za to, że są wokół nas ludzie, którzy te natchnienia czują i realizują!
Bądź uwielbiony Panie! 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Radio eM - Dorota i Przemek...

Dzisiaj, na antenie Radia eM w audycji "Rodzinny podwieczorek" prowadzonej przez Kasię Widerę-Podsiadło mogliśmy posłuchać historii jednej z naszych ogniskowych rodzin. Dorota i Przemek, rodzina wielodzietna, dająca swoje świadectwo wiary i miłości do Pana Boga poprzez codzienne życie rodzinne ale również zawodowe, gdzie realizowanie nawrócenia wymagało od Przemka weryfikacji codziennych, dotychczas stosowanych praktyk. 
O nawróceniu... o działaniu Matki Bożej w życiu rodziny Doroty i Przemka...  
o powołaniu.... 
Sami posłuchajcie... 

Część 1 (TUTAJ)

Część 2 (TUTAJ)

Część 3 (TUTAJ

Część 4 (TUTAJ)

środa, 2 listopada 2016

Darowane życia...PAN JEST WIELKI... Świadectwo Agi...



Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…

Dziś 2 listopad, dzień kiedy wspominamy naszych kochanych bliskich zmarłych…

Chociaż dla wielu to nienormalne, że czasem mam pragnienie bycia już w niebie, najlepiej od razu z ukochanym mężem i dziećmi, dzisiejsze Święto jest dla mnie szczególną okazją do dziękowania za drugie życie, które dał Pan Bóg mnie i dwójce moich dzieci.

W styczniu 2009 roku Tereska mając niespełna dwa latka zachorowała na pozornie zwykłe przeziębienie. Lekarstwa niestety nie zadziałały i nasza córeczka z wysiękowym zapaleniem płuc i objawami sepsy trafiła na odział intensywnej terapii. Lekarze byli zszokowani, że w takim stanie w ogóle oddycha. Z jej małego organizmu w ciągu godziny z opłucnej wypłynęły 3 szklanki ropy. Choć psychicznie nie umieliśmy o niczym innym myśleć, fizycznie mogliśmy być u niej tylko bardzo krótko. Razem uczestniczyliśmy codziennie na Eucharystii wylewając litry łez… dzwoniliśmy do znajomych Księży z prośbą o odprawianie Mszy św. o Jej uzdrowienie. Po 9 dniach przewieziono ją do Zabrza do klinki na operację. Z wielkim trudem dochodziła do siebie. Przestała mówić, jeść i chodzić. Udało się uniknąć „wiszącej w powietrzu” drugiej operacji i po prawie miesiącu przebywania w szpitalach wróciła do domu. Dziś prawie nie ma śladu po tych zawirowaniach.:)

Półtora roku później w sierpniu 2010 roku ja zachorowałam na nowotwór: czerniaka złośliwego. Po ludzku to w zasadzie wyrok. Przeżyliśmy z moim kochanym mężem czas wielkiej próby… Była to dla mnie szkoła zawierzenia i wewnętrzna walka z myślami jak mój mąż poradzi sobie z czwórką małych dzieci (najstarsza Karolina miała wtedy 9 lat, Maksiu 7, Maciek 5, a Tereska 3), czy znajdzie się kobieta która zastąpi moje miejsce… Pierwsze badania po otrzymaniu tragicznego wyniku miałam 26 sierpnia w święto Matki Boskiej Częstochowskiej – nie wykazano żadnych zmian w innych częściach organizmu.
Wymagana była operacja, którą również kierowała Niepokalana. Odbyła się 8 września w Święto Narodzenia Matki Bożej. 
Od tej pory jestem pod stała kontrolą onkologiczną i jestem zdrowa.
 
Z perspektywy czasu okazuje się że to był czas wielkiego błogosławieństwa danego nam od dobrego Boga. Doświadczyliśmy, że wielkim kłamstwem ówczesnego świata jest często powtarzane stwierdzenie że się „nie ma czasu”. Jestem całkowicie przekonana, że każdy ma czas, ma bardzo go wiele! Człowiek sam decyduje na co poświęca każdego dnia godziny, minuty, sekundy. Jeśli prawdziwie kochamy i jest coś dla nas ważne, zawsze znajdziemy czas aby tę miłość okazać. Właśnie wtedy, sześć lat temu Bóg pokazał nam, jak możemy mnóstwo chwil poświęcić dla siebie na rozmowę, modlitwę, zabawę z dziećmi, czy okazanie sobie miłości i czułości. Pokazał też, że można się nie sprzeczać o błahostki, nie krzyczeć w złości, przełamywać bariery myślenia i spełniać marzenia. Są oczywiście chwile które zmarnujemy na coś zbędnego, kiedy się posprzeczamy, popełniamy błędy. Jednakże potrafimy się szybciej zreflektować, przeprosić i bardziej zaangażować. Bo przecież „kochać, to znaczy powstawać”.

Krótko po operacji zaszłam w ciążę, która znów wzbudziła ogromny strach i przerażenie. Po siedmiu tygodniach okazało się że ciąża była obumarła. Hojny Bóg uleczył mnie i z tej bolesnej straty doświadczając ogromnej miłości od Jezusa Eucharystycznego a także ze strony mojego kochanego męża Wiesia.

Przed ślubem wymyśliliśmy sobie że będziemy mieć piątkę dzieci :) Co prawda nasze piąte dzieciątko Franek jest już w niebie, a nasza Terenia odkąd się dowiedziała o braciszku modli się przez Jego wstawiennictwo, ale pragnienie stale się odzywało i spełniło. Tymoteusz urodził się w styczniu 2015 roku. Niestety już w ciąży okazało się, że ma chore serduszko. Zdiagnozowana wada nie stanowiła zagrożenia Jego życia. Kiedy miał dwa i pół miesiąca skierowano go na szczegółowe badania do kliniki. Moja ukochana święta mała Tereska od Dzieciątka Jezus mówiła, że „Jezus pragnie jedynie naszego zawierzenia i wdzięczności”. I przyszedł czas na nauczenie się wdzięczności, nie tylko za to co daje nam radość i szczęście. Jeszcze przed wyjazdem do szpitala Kasia Wieja (nasza wczorajsza „radiowa bohaterka”) poleciła mi książkę „Moc uwielbienia”. 8 kwietnia zrobiono dokładne badania i stwierdzono, że niestety Tymuś ma bardzo poważną wadę serca, której nie da się zoperować. Na wizycie potwierdzono, że lekarze w tej kwestii nie mają nic do zrobienia i że będzie żył tak długo, jak długo „wytrzyma” serduszko. W pierwszym momencie przeżyłam koszmar i cały czas pojawiało się natręctwo najgorszych myśli. W tym wszystkim przyszyło też otrzeźwienie. Serce nie potrafiło, ale siłą woli zaczęłam dziękować za tą sytuacje, za diagnozę, za lekarzy… Napisałam list do Boga okazując wdzięczność za tą całą sytuację. Zawierzyłam nas i Syneczka Jego najlepszemu planu. W ten dzień przypadała modlitwa w Nowennie do Miłosierdzia Bożego za niemowlęta i odbyła się Msza św. w intencji Tymusia w Łomiankach. Zrodziła się też myśl, że na drugi dzień 9 kwietnia w naszych okolicach gdzie mieszkamy będzie Msza św. z modlitwą o uzdrowienie. Udało mi się skontaktować z Księdzem prowadzącym to spotkanie i właśnie w ten dzień, w czwartek, ta Eucharystia również była odprawiana w intencji uzdrowienia naszego synka. Lekarze zaproponowali dodatkowe szczegółowe badanie - cewnikowanie serca. W piątek po badaniu pani doktor przyszła z informacją, że wykluczono całkowicie diagnozę sprzed dwóch dni… Operacja jednak musiała się odbyć szybciej niż planowo, gdyż Tymek zaczął mieć poważne duszności. Termin pozostawiam bez komentarza: drugi dzień po Zesłaniu Ducha Świętego: Święto Matki Bożej Kościoła 25 maja 2015 r.
Zabieg w pierwszym momencie okazał się udany, natomiast w kolejnych dniach powstały poważne powikłania, które trwają do dziś. Planowano drugą operację w grudniu, ponieważ duszności cały czas występowały, aż do dnia w którym uczestniczyliśmy w Mszy św. przed obrazem Matki Bożej w Częstochowie w drodze na rekolekcje z o. Antonello w Łomiankach. Od tego czasu (niebawem minie rok) stan
Tymusia jest dobry, choć lekarze mówią o potrzebie drugiej operacji.

Wszystko w rękach naszego kochanego Ojca w niebie, który czuwa i wie co dla nas jest najlepsze.
Nie wiem co przyniesie kolejny dzień, ale pragnę zawierzać się i okazywać wdzięczność Świętej Rodzinie.

Nie wyobrażam sobie przeżycia tych niełatwych chwil bez modlitwy i wsparcia przede wszystkim mojego wspaniałego męża Wiesia, przyjaciół i Wspólnoty Świętej Rodziny, za których codziennie dziękuję Świętej Rodzinie. To niesamowite czuć w sposób duchowy i fizyczny moc modlitwy innych.

Chwała Panu!!!

wtorek, 1 listopada 2016

Kuba w oczach Kasi...

Kuba zmarł 29.02.2016 r. - w taki dzień, który przydarza się czterokrotnie rzadziej niż wszystkie inne dni. Można by więc pomyśleć, że pamięć o nim będzie czterokrotnie rzadsza. Ale taka matematyka nie jest bliska Panu Bogu... On właśnie w takich sytuacjach wkracza i zmienia naszą ludzką optykę. Pamięć o Kubie, głoszoną przez jego żonę Kasię, można by uznać za czterokrotnie bogatszą niż pamięć o niejednym człowieku żyjącym na ziemi..... :) 
Zapraszam do wysłuchania pięknego świadectwa... o życiu po śmierci najbliższej osoby, o łaskach jakimi Pan Bóg obdarza rodzinę Kasi, o żywej pamięci Taty i Męża żyjącej w ich domu rodzinnym.... 

CZĘŚĆ 1 (TUTAJ)
CZĘŚĆ 2 (TUTAJ)
CZĘŚĆ 3 (TUTAJ)
CZĘŚĆ 4 (TUTAJ)


środa, 26 października 2016

Wspólnota to jest siła...

O tym, że Matka Boża opiekuje się nami najczulej i najpiękniej pisałam i mówiłam już nie raz. Często daje nam dowody swojej obecności w naszym życiu i są to dowody zarówno subtelne i lekkie jak muśnięcia motyla jak i te oczywiste i konkretne. Szpital w którym byłyśmy z Alicją jest szpitalem doskonałym, pełen fachowców światowej klasy a także zwyczajnych dobrych i pomocnych ludzi. Jako że Centrum jest światowe to nie ma w całym szpitalu żadnych symboli religijnych. Nigdzie nie ma krzyża, nie ma kaplicy ani szpitalnego kapelana, który przyszedłby z Panem Jezusem. Ponieważ przejść z chorzowskiego szpitala nie da się tak szybko zapomnieć to i Ala i ja byłyśmy bardzo zdenerwowane i zestresowane całą sytuacją. Siedząc przy łóżku Ali wyciągnęłam z torebki różaniec i zaczęłam się modlić. Leżąca na łóżku obok osoba zaproponowała wspólną modlitwę. Osobą tą była siostra zakonna z którą modliłyśmy się najpierw wspólnie, potem za siebie wzajemnie a następnie w duchu dziękczynienia. 
Kiedy siostra wyszła ze szpitala nas przeniesiono na inną salę. Podeszłam do umywalki umyć ręce i za instrukcją mycia rąk zobaczyłam wystające rożki. Pociągnęłam za te rożki i oto moim oczom ukazał się taki widok...
Ktoś schował obrazeczki za instrukcją ale my wyjęliśmy je na zewnątrz i cieszyliśmy się takim wspaniałym wyrazem obecności naszej Matki wśród nas. 

Dziękujemy Wam wszystkim za modlitwę. Ponieważ brakuje mi słów to zapewniam Was wszystkich że codziennie modlimy się na różańcu za wszystkich naszych dobroczyńców. Dzięki Wspólnocie (a konkretnie Ewie i Tomkowi, rodzinie z ogniska warszawskiego) trafiliśmy do tego szpitala. Czuliśmy modlitwę Wspólnoty czyli każdego z Was każdego dnia. Agata i Piotr, rodzina z ogniska warszawskiego, dbali o nas jak najbliższa rodzina. Kochani.... dziękujemy Panu Bogu za to, że nas do tej Wspólnoty powołał. Wspólnota to jest siła.... siła modlitwy...  a Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.(Mt. 18, 19-20)

Operacja przeszła wspaniale. Nie ma żadnych dodatkowych komplikacji, musimy jednak uporać się z tymi które już nastąpiły w wyniku braku umiejętności poprzedniego zespołu operacyjnego. Wierzymy jednak, że Pan Bóg wyciągnie z tych trudności konkretne dobro. Niech Pan Bóg będzie uwielbiony we wszystkim co nas spotyka... i  w tych dobrychtych trudniejszych doświadczeniach.

Chwała Panu!

niedziela, 16 października 2016

Radio eM - Jaś i Małgosia....

Dzisiejsza audycja "Rodzinny podwieczorek" Kasi Widery-Podsiadło w Radio eM poświęcona została jednej z naszych rodzin. Jaś i Małgosia, rodzice szóstki dzieci, muzyk i matematyczka czyli logika i organizacja w połączeniu z artystyczną i wrażliwą duszą - to połączenie doskonałe :) 
O nauczaniu domowym... o pasjach... o sposobie spędzania wolnego czasu i poszukiwaniu harmonii w rodzinie wielodzietnej... 
Posłuchajcie sami...  
Część 1 (TUTAJ)
Część 2 (TUTAJ)
Część 3 (TUTAJ)
Część 4 (TUTAJ)

środa, 28 września 2016

Pan Bóg wszystko zmienił w naszym życiu...

Nasza historia na pewno nie jest urzekająca (poza końcówką :))
jest nawet nieco nudna 
ale prawdziwa..
Kasia z Radia eM zaprosiła nas do opowiedzenia naszej historii. 
Jeśli chcecie - posłuchajcie... 

Część 1 (TUTAJ)

Część 2 (TUTAJ)

Cześć 3 (TUTAJ)

Pan Bóg wszystko zmienił w naszym życiu...
Chwała Panu!

wtorek, 24 maja 2016

Wywiady...

Podczas pobytu w Brennej była między nami Kasia, która jako rasowy reporter przyjechała z odpowiednim sprzętem i zamysłem audycji :) Efekt jej pracy słyszeliśmy w poniedziałek, kilka minut po godzinie 20, na antenie Radia eM. Jeśli ktoś nie miał okazji słuchać, oraz dla potomnych, poniżej zamieszczam link do odsłuchania tej audycji. 
Dziękujemy Kasiu za uwiecznienie wielu wartościowych słów, które padły podczas tych wywiadów, a Adze i Wiesiowi, Księdzu Rafałowi oraz Ani i Marianowi za to, że podzielili się swoimi wspomnieniami a także swoją codziennością. 
Niezwykle miło było Was słuchać :)  

Aga i Wiesław (TUTAJ)
Ksiądz Rafał (TUTAJ)
Ania i Marian (TUTAJ)

wtorek, 17 maja 2016

Świadectwo Kasi w Radio eM...

Jakub i Kasia to członkowie Wspólnoty bardzo wyjątkowi. Niezwykle barwni, kolorowi, uzupełniający się wzajemnie i tworzący niezwykły tandem. Tym bardziej niezwykli, że stali się olbrzymim świadectwem zawierzenia Miłosierdziu Bożemu. Stali się dowodem na to, że Pan Bóg w największym cierpieniu  niesie człowieka na rękach... nie idzie obok... ale niesie i przytula dając Swój pokój i pocieszenie. 
Kuba odszedł do domu Pana 29.02.2016 r. 
Do końca nie poddawał się chorobie. Pracował, pomagał innym w miarę sił, spotykał się z ludźmi, bawił się z dziećmi. Jego cierpienie było na pewno trudne, ale On sam nigdy nie pozwolił chorobie przejąć władzy nad swoim życiem. 
Wczoraj w Radio eM Kasia złożyła przepiękne i niezwykle przejmujące świadectwo. Świadectwo ich wspólnego życia, rozwoju ich miłości do Pana Boga, świadectwo bezgranicznego zawierzenia swojego życia Chrystusowi i Jego Krzyżowi. 
Miałam wielkie szczęście poznać Kasię i Kubę, kiedy stanowili jeszcze ziemską rodzinę, wypić z Nimi kilka herbat, pokolędować, pogadać i pośmiać się...poczytuję to sobie za wielką łaskę. 
Tych, którzy nie słuchali... a także tych, którzy słuchali ale być może potrzebują nieco refleksji ZAPRASZAM do posłuchania jednego z najpiękniejszych świadectw o Bożym Miłosierdziu w sercu... o tym jak odchodzić pięknie... i o tym, że Pan Bóg chce i pragnie przechodzić z nami przez wszystkie trudne chwile naszego życia, od nas samych zależy na ile Mu na to, przez swoje ograniczenia pozwolimy....
  
ODSŁUCHAJ - ŚWIADECTWO KASI    

Dziękujemy prowadzącej audycję :Czas dla nas" Kasi za zaproszenie :)
Chwała Panu!

wtorek, 12 kwietnia 2016

Świadectwo Mariusza...

W dniu 5 grudnia 2015 r. odbyły się w naszej Wspólnocie rekolekcje z Ojcem Antonello Cadeddu. Z relacji osób, które tam były wiem,  że Duch Święty działał rozlewając obficie przeróżne Łaski. Swoim świadectwem z tego dnia podzielił się z nami Mariusz...

Spotkanie z Ojcem Antonello bardzo przeżyłem. Przede wszystkim bardzo wielkie wrażenie zrobiły na mnie konferencje głoszone przez Ojca. W czasie spotkania mogłem odczuć prawdziwe tchnienie Ducha Św., który swą mocą otulał całą naszą Wspólnotę. Miałem wrażenie, że znajdujemy się w Wieczerniku… a może inaczej… jestem PEWIEN, że był to Wieczernik naszej Wspólnoty. Jeszcze nigdy tak intensywnie i swobodnie nie modliłem się do Pana wśród innych uczestników. Był to dla mnie znak, że Jezus naprawdę działa i obejmuje nas wszystkich swoją mocą i miłością. W czasie tego niezwykłego, modlitewnego spotkania trochę zazdrościłem tym, którzy zasypiali w Duchu Św. W którymś momencie, po raz drugi, pojawił się współbrat Ojca  Antonellego - Marcus. Pamiętam, że w ułamku sekundy wielkie wrażenie na mnie zrobiła Biblia, którą niósł w ręce idąc w kierunku Jezusa Eucharystycznego. Jak się okazało po kilkudziesięciu godzinach otrzymałem w tamtym momencie wspaniałą Łaskę zakochania się w Słowie Bożym ( Biblii). Trwa ona do dziś a objawia się gorącym pragnieniem patrzenia, przytulania, noszenia oraz przede wszystkim rozważania i czytania Słowa Bożego. Jest to dla mnie coś niesamowitego. Kiedyś będąc na kursie Nowe Życie w Stryszawie słyszałem, że ludzie otrzymują taką Łaskę i zakochują się w Słowie Pana. Jestem wdzięczny Bogu, że jestem jedną z osób obdarzonych tą właśnie Łaską. Doszło do tego, że jedną z moich Biblii spakowałem do torby, z którą chodzę do pracy a małą Księgę Psalmów zabieram ze sobą nawet wtedy, kiedy zjeżdżam „na dół”…  by Jezus cały czas mógł być przy mnie a ja przy Nim.

Chwała Panu!

Świadectwo to pięknie wpisuje się w trwający właśnie tydzień biblijny... dziękujemy Ci Mariuszu :) 
Chwała Panu!

poniedziałek, 28 marca 2016

Świadectwo Kasi...

Kochani,
Przytulona do Miłosiernego Serca Jezusa- Najwyższego Kapłana- pragnę podziękować całej Wspólnocie Świętej Rodziny za "obmywanie nóg" naszej rodzinie, szczególnie w czasie choroby i w chwili przejścia Jakuba w ramiona Ojca. Dziękujemy Dobremu Bogu za Wasze serca, dzięki którym doświadczyliśmy i wciąż doświadczamy, że "Miłosierdzie to Imię Boga". Dziękujemy za modlitewne towarzyszenie nam w drodze do świętości....
Dzięki wielkiej łasce bycia wśród Was mam nadal odwagę ogłaszać ROK ŁASKI PAŃSKIEJ, "śpiewać pieśń chwały,zamiast zgnębienia na duchu". Bóg po zabraniu Jakuba do siebie namaścił moje serce upragnionym darem wiary, że niebo istnieje naprawdę i że Jakub i ksiądz Darek świętują w Domu Ojca. Niczym wdowa z Sarepty Sydońskiej doświadczyłam wybrania spośród innych wdów,by głosić, że nic nie może nas odłączyć od miłosiernej miłości Boga- ani choroba, ani śmierć...
Dziś Wielki Piątek, czas wielkiej łaski, wyznania miłości Boga do każdego z nas...Czy damy porwać się tej Miłości?
Z głębi swego kruchego serca życzę sobie i Tobie drogi przyjacielu,byśmy każdego dnia dali porwać się Miłości Miłosiernej. Ogłaszali Jej zwycięstwo w naszym życiu. Ogłaszali, bo nasz język ma moc, zwycięstwo Zmartwychwstałego Jezusa w sobie i w drugim człowieku. Amen.Alleluja
Błogosławionych Świąt
życzy
Kasia z dziewczynkami i chórem aniołów:)

wtorek, 19 stycznia 2016

Ksiądz Darek - świadectwo Lidii...

Ks. Dariusza Krawczyka poznałam podczas pieszej Pielgrzymki z Łomianek do Gietrzwałdu. Od początku dało się zauważyć, że był bardzo zanurzony w modlitwie, zawsze miał bardzo starannie złożone dłonie do modlitwy - jakby każda Msza Święta była dla niego ostatnią w życiu. Nieważne czy był zmęczony - zawsze taka staranna, godna, postawa, pełna szacunku. Był jak świeca lub pochodnia, oświetlająca drogę. Przypominał mi bł. Księdza Popiełuszkę. Swoją postawą, skromnością i prostotą.
Prowadził też bardzo ciekawe rozważania Różańcowe dotyczące Św. Rodziny, której był oddany i to się czuło. W rozważaniach tych często przywoływał słowa Papieża Jana Pawła II, właśnie na temat rodziny. Rozważania te dotyczyły roli Pana Jezusa, Maryi i Św. Józefa w Rodzinie i indywidualnej Ich roli, miejsca w Kościele. Ksiądz Darek żył nauką o Świętej Rodzinie, która go zachwycała. Pamiętam słowa Księdza o Panu Jezusie, który "nie grozi i nie łaje, lecz rączęta swoje daje". Taki też właśnie był Ksiądz Darek. Oddany, pełen łagodności i serdeczności.
Był jako człowiek w moim odczuciu bardzo wrażliwy i troskliwy. Był pełen wdzięczności za wszystko. Swoją postawą chciał pokazać ludziom Chrystusa i to było jego życie i jego droga. Wspomniana przeze mnie pielgrzymka była bardzo wartościowa, wymagająca - wszystkie części Różańca Świętego, koronka do Miłosierdzia Bożego, Nowenna do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej i do Św. Józefa każdego dnia. Pewnego dnia, było to już pod koniec trasy, właśnie mieliśmy ruszać w dalszą drogę tuż po Mszy Świętej, był mglisty, zimny, deszczowy poranek, zanosiło się na burzę, grzmiało i dało się wyczuć ogólne zmęczenie i brak sił, a Ksiądz Darek, który to zauważył powiedział "A teraz proszę, aby każdy wyjął Różaniec Święty i co należy dalej zrobić?" Nikt nie wiedział o co może Księdzu chodzić. Myśleliśmy, że może chodzi o to, żeby już wyruszać w drogę albo np. wyjąć ciepłą bluzę czy płaszcz przeciwdeszczowy, a Ksiądz odpowiedział uśmiechnięty "Przeżegnać się". Było to coś, co od razu wywołało uśmiech na twarzach wszystkich i tymi dwoma prostymi zdaniami Ksiądz Darek momentalnie zagrzał nas do dalszej drogi. Był prawdziwie duszpasterzem.
Innym razem podczas jednego z przystanków, po długim odcinku, Ksiądz Darek podchodził po kolei do każdej z osób zgromadzonych przy stole i częstował wszystkich wodą z dzbanka. Przypominał mi wtedy Jezusa Miłosiernego i niebieski promień wychodzący z Serca Pana Jezusa, oznaczający usprawiedliwienie dusz lub scenę z Ewangelii obmycia uczniom nóg, która oznacza obmycie z grzechów. Było to bardzo symboliczne. Sam był wtedy bardzo zmęczony, kulał, ale chciał wspomóc bliźniego. Czułam, że robi to z modlitwą w sercu za nas wszystkich i powiedział "Żebyśmy się spotkali przy niebieskim stole"... A ktoś odpowiedział, że taki toast wypić to zaszczyt:-)
Pamiętam także zdarzenie, było to z samego rana, jedna osoba nie ruszyła wraz z grupą, stała w miejscu a wszyscy inni ruszyli. Nie wiem co się stało, ale po prostu stała w miejscu, jak wryta, jak osiołek, a wszyscy oddalili się już na odległość ok. 20m. Grupa była już dość daleko i wtedy Ksiądz Darek, obejrzał się i zawrócił po owieczkę, która ... mogła zaginąć. Tą osobą ... byłam ja.
Rok później, któregoś dnia, po Apelu Jasnogórskim, okazało się, że dwie osoby miały urodziny i wtedy Ksiądz Darek, który był już wtedy mocno chory, przez mikrofon zaintonował im Sto lat, ale jak on śpiewał. Był jak orkiestra ! Miał piękny głos i na dodatek z przyśpiewkami Hej ! Tak radośnie i z serca... Robiło to niesamowite wrażenie. Biła od niego siła i miłość. To było niesamowicie wzruszające, on chory śpiewający innym Sto lat, jakby w ogóle nie pamiętał o swojej chorobie i śpiewał tak melodyjnie, z taką lekkością i wiarą w życie. A na koniec powiedział "Pięknie!", żeby pochwalić wszystkich za odśpiewanie jubilatom życzeń. Był wielki.
​Był wspaniałym Człowiekiem.
+ Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Mu świeci na wieki wieków. Amen.

Z Panem Bogiem

Lidia Cyma

Warszawa, 18.01.2016 r.



Dziękujemy serdecznie pani Lidio za przepiękne świadectwo!
A Was kochani zachęcam... spiszmy więcej takich wspomnień zanim upływający czas zatrze szczegóły naszych spotkań z Ks. Darkiem....